Museum
Jasia Rabiej
Text by Zuzanna Bartoszek
Exhibition November 16 – December 13, 2024
Opening Saturday, November 16, 2024
6–9pm
Exhibition opening hours
Saturdays 3–6pm and by appointment info@doomspa.org
Museum
Jasia Rabiej
Text von Zuzanna Bartoszek
Ausstellung 16. November – 13. Dezember 2024
Eröffnung Samstag, 16. November 2024
18–21 Uhr
Öffnungszeiten Ausstellung
Samstags 15–18 Uhr und nach Vereinbarung info@doomspa.org
52°30'03.0"N 13°20'43.1"E
DOOM SPA
Lietzenburger Str. 2/4
13. OG
10789 Berlin
info@doomspa.org
Instagram
Directions
Access via Lietzenburger Str. 4
U2, U1, U3 Wittenbergplatz
Bus M19, M29, M46, M106
Anfahrt
Zugang über Lietzenburger Str. 4
U2, U1, U3 Wittenbergplatz
Bus M19, M29, M46, M106
EN At first, it’s cozy, warm, but after a moment, I don’t know. She is frozen. Long enough to have turned black and white. She might be me. Yes, maybe I am frozen somewhere around the table. It’s been a while since I last breathed, that’s why I’m not scared or nervous. There was always something wrong with the breathing. People say that you need to control your breath to achieve peace of mind. Agreed, and a maximum of control equals eradication. I might just be too powerful. I suspect this state won’t last long. Power, by nature, is unstable. Besides, you can’t live for very long made out of newspaper. And I am, I mean, she is made out of a newspaper, a daily. I don’t know what’s written on me because I don’t know German. The flares and the blurs are already a partial loss of vision. It’s fine! Doesn’t matter! But I have to admit, it’s quite nice here. The wind probably blew me here because I don’t remember coming here, nor do I feel any connection to this place. A backroom in a closed museum, a cafe at grandma's house, something like that. Empty. But that’s fine. Unfortunately, like everywhere else, under the paneling there are other people made out of paper. They crawled in there. They’re very dried out. If they hadn’t gone under the paneling, they would've crumbled and fallen apart. The atmosphere here is like candles, feminine. Cozy, I’m telling you, that’s the most important thing. I’m a little anxious about getting under the paneling, but I know there is no other option. Sooner or later. I’m not sure if I have to help it along, or if it will happen by itself. I was born with a bang. Mom was in pain. We both screamed. But I will disappear humbly. That is not even death, don’t you even dare to think that, I’m not that stupid. Death is pathetic, pompous. This is a modest option. It’s me, it’s u, nevermind.
Zuzanna Bartoszek
DE Anfangs gemütlich, warm, aber dann bin ich mir nicht sicher. Sie ist ganz gekrümmt.
Lange genug, dass sie schwarz-weiß geworden ist. Das muss wohl ich sein. Ja, vielleicht bin ich da gekrümmt, irgendwo in der Nähe des Tisches. Ich atme schon seit langem nicht, also habe ich keine Angst und bin nicht nervös. Immer stimmte mit der Atmung etwas nicht. Die Leute sagen, dass man lernen muss, die Atmung zu kontrollieren, damit man sich beruhigt. Na ja, das stimmt, und die maximale Kontrolle bedeutet Vernichtung. Vielleicht bin ich einfach mächtig. Ich vermute, dieser Zustand wird nicht lange dauern. Die Macht ist prinzipiell instabil. Außerdem darf man ja nicht zu lange leben, wenn man aus einer Zeitung gemacht ist. Sie ist ja, d.h., ich bin aus einer Zeitung gemacht, aus einem Tagebuch. Ich habe keine Ahnung, was auf mir geschrieben steht, da ich kein Deutsch kann. Diese Blitze, diese Schatten sind ja schon Teilblindheit. Macht nix! Aber ich muss zugeben, dass es hier ziemlich nett aussieht. Ich muss vom Wind hierher geweht worden sein, da ich mich nicht daran erinnern kann, wie ich hierher gekommen bin, oder dass ich irgendeine Verbindung zu diesem Ort habe. Ein Hinterzimmer eines verlassenen Museums, ein Café zu Hause bei Oma, etwas in der Art. Leer. Na gut. Leider, wie auch überall sonst, gibt es unter der Schicht der Täfelung andere Papiermenschen. Sie sind da hinaufgekrochen. Sie sind sehr ausgetrocknet. Wären sie nicht unter die Täfelung gekrochen, wären sie ausgeschwärmt, zerfallen. Die Stimmung mit den Kerzen, weiblich. Gemütlich, ich sags euch, das ist doch das Wichtigste. Ich habe ein bisschen Angst, unter die Täfelung zu schlüpfen, ich weiß aber, dass mir keine Wahl bleibt. Früher oder später. Ich bin mir nicht sicher, ob ich dabei irgendwie helfen muss, oder ob es selbstständig passieren wird. Ich bin mit einem Knall geboren. Mama hatte Schmerzen. Wir haben beide geschrien. Ich werde aber sehr unauffällig verschwinden. Das ist ja nicht der Tod, denkt nicht, dass ich so dumm bin. Der Tod ist kläglich, pompös. Das ist ja die bescheidenere Version. Das bin ich, das bist du, was auch immer.
Zuzanna Bartoszek
Aus dem Polnischen ins Deutsche übersetzt von Suza Bonaire
PL Z początku przytulnie, ciepło, po chwili jednak nie wiem. Ona jest zwieszona. Na tyle długo, że zrobiła się czarno-biała. Ona to chyba ja. Nie ma pewności. Tak, być może jestem zwieszona, gdzieś w okolicach stołu. Już dawno nie oddycham, dzięki temu nie boję się i nie denerwuję. Z oddechem zawsze było coś nie tak. Ludzie mówią, że trzeba nauczyć się kontrolować oddech, żeby osiągnąć spokój. Zgoda, a maksimum kontroli to unicestwienie. Być może jestem po prostu potężna. Podejrzewam, że ten stan nie potrwa długo. Potęga z zasady jest niestabilna. Poza tym, nie można żyć za długo, będąc z gazety. Bo ona jest, tzn. ja jestem zrobiona z gazety, z dziennika. Nie wiem co jest na mnie napisane, bo nie znam niemieckiego. Te rozbłyski, te zamglenia to już częściowa utrata wzroku. Nie szkodzi! Ale, muszę przyznać, że jest tu nawet ładnie. Pewnie mnie tu wwiał wiatr, bo nie przypominam sobie, żebym tu przyszła, ani żeby coś mnie z tym miejscem łączyło. Zaplecze w nieczynnym muzeum, kawiarnia na chacie u babci, coś takiego. Pusto. No i dobrze. Niestety, jak wszędzie, pod warstwą boazerii są inni ludzie z papieru. Powłazili tam. Są bardzo wyschnięci. Gdyby nie weszli pod boazerię, rozproszyliby się, rozsypali. Taki klimat, że świeczki, kobieco. Przytulnie, mówię wam, to jest najważniejsze. Trochę boję się wsuwać pod boazerię, ale wiem, że nie ma innej opcji. Prędzej czy później. Nie jestem pewna, czy muszę temu pomóc, czy to się stanie jakby samoczynnie. Urodziłam się z przytupem. Mamę bolało. Obie krzyczałyśmy. Ale zniknę bardzo niepozornie. To nawet nie jest śmierć, nie myślcie sobie, nie jestem taka głupia. Śmierć jest żałosna, paradna. To jest skromniejsza opcja. To ja, to ty, nieważne.
Zuzanna Bartoszek